- konstrukcja: liniowa z szeregowym tranzystorem MOSFET i sterowaniem cyfrowym,
- napięcie wyjściowe: 1...24 V z rozdzielczością 500 mV,
- prąd wyjściowy: 50...1000 mA z rozdzielczością 50 mA,
- sprzętowe zabezpieczenie nadprądowe sterowane cyfrowo,
- obsługa za pomocą dwóch enkoderów obrotowych i wyświetlacza THT 128×160 px,
- wbudowany przycisk do szybkiego załączania i wyłączania wyjścia.
We wspomnianej dyskusji od razu pojawiły się linki do znanego chińskiego portalu zakupowego, prowadzące do ofert zasilaczy o sporych napięciach i prądach wyjściowych, w ładnych obudowach, często z wyświetlaczami i to w bardzo umiarkowanych cenach. Przeciętny elektronik nie ma szans, żeby zmieścić się w takim budżecie. Z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że produkcja masowa jest wielokrotnie tańsza niż jednostkowa. Ceny elementów elektronicznych i mechanicznych kupowanych w detalu są dużo wyższe od cen, jakie może uzyskać duży producent. Po drugie, tanie produkty z Chin są upraszczane do granic możliwości, a jakość komponentów i wykonania może nie być zadowalająca. Można też tam dostać bardzo dobrej jakości produkty, w tym zasilacze, ale wtedy nie będą już tak tanie. Powraca stary dylemat: albo tanio, albo dobrze. Jest jeszcze jeden aspekt dotyczący zakupu i użytkowania zasilacza. Najczęściej te tanie konstrukcje są zasilaczami impulsowymi, w których łatwo jest uzyskać stosunkowo szerokie zakresy napięć i prądów wyjściowych. To chyba dobrze?
No... zależy, co chcemy zasilać. W większości przypadków taki zasilacz nie będzie się nadawał do pracy z układami analogowymi, w tym audio, bo ma zbyt wysoki poziom zakłóceń napięcia wyjściowego. Można oczywiście zasilać takie układy zasilaczami impulsowymi, ale wtedy będą musiały mieć specjalną konstrukcję i wysokiej jakości komponenty. Czyli... będą drogie. Wracamy do punktu wyjścia.
Wróćmy do już postawionego pytania: czy lepiej kupić, czy też zrobić zasilacz? Za kupnem może przemawiać niska cena i szeroki zakres napięć i prądów wyjściowych. A co przemawia za samodzielnym zaprojektowaniem i wykonaniem? Wbrew pozorom można znaleźć kilka argumentów. Dla wielu elektroników będzie to satysfakcja z wykonanego samodzielnie projektu. To bardzo ważny argument napędzający działania olbrzymiej społeczności DIY na całym świecie. Elektronika to bardzo pasjonujące hobby, gdzie w wielu przypadkach o wiele bardziej liczy się własnoręczne wykonanie urządzenia niż gotowy zakup. Drugi, bardzo istotny argument, to walor edukacyjny. Kupienie gotowego urządzenia niczego nas nie nauczy o zasadzie jego działania, problemach konstrukcyjnych i sposobach ich rozwiązywania. To bardzo ważne, jeżeli nie chcemy się stopniowo sprowadzić do biernych odbiorców gotowych urządzeń, urządzeń składanych z gotowych modułów czy zamkniętego softu.
Przedstawiony tutaj zasilacz jest również próbą oparcia się tym tendencjom.