Mając na myśli zasilanie symetryczne, mamy na ogół przed oczami układ jak na rysunku 1. Jedno źródło napięciowe jest włączone między masę a dodatnią linię zasilającą, wymuszając jej potencjał. Źródło to „wypycha” z siebie prąd w kierunku tejże linii. Z kolei drugie źródło znajduje się między masą a ujemną linią zasilającą, przy czym jego rolą jest „wciąganie” prądu z tego węzła do masy. Jeżeli oba te prądy (dodatniej i ujemnej gałęzi) są sobie równe, to przez masę nie powinien płynąć dodatkowy prąd wyrównawczy – tak mówi teoria.
Jaka jest wartość tych napięć? Elektronika analogowa sprzed kilkudziesięciu lat posługiwała się typowo wartościami ±15 V, co wprawdzie w wielu aplikacjach nie ma już zastosowania, ale niektórzy bardzo mocno trzymają się właśnie tych wartości. Wiele wzmacniaczy operacyjnych, bo to o nich głównie jest mowa, zostało przystosowanych do pracy z takim właśnie zasilaniem.
Wszystko zależy od tego, jakie sygnały przetwarzamy, jaki margines mają użyte przez nas podzespoły i – co chyba najważniejsze – na jakie zasilanie możemy sobie pozwolić. Jeżeli operujemy na sygnałach o amplitudzie 2 V (czyli 4 Vpp), a typowo takie wartości przyjmuje się w popularnym sprzęcie audio, to nie ma potrzeby „wpychania” za wszelką cenę zasilaczy dających napięcia +15 V i –15 V. Nawet uwzględniając niemały margines od potencjału linii zasilającej, wynoszący 5 V (a do takich aplikacji kwalifikują się niemal wszystkie znane mi scalone wzmacniacze operacyjne), to powinno wystarczyć zasilanie ±7 V. Nawet uwzględniając zapas na ewentualne niewielkie przesterowanie, ±9 V powinno w zupełności wystarczyć. Po co zatem aż ±15 V?
Ten naddatek warto wykorzystać na poprawę filtracji napięcia zasilającego. Można to uzyskać na wiele sposobów, ja z reguły ograniczam się do dwóch najbardziej typowych metod. Pierwszą z nich jest użycie filtru CRC przed stabilizatorem, co jest metodą znaną z układów lampowych – rysunek 2. W ten sposób redukujemy wartość międzyszczytową tętnień napięcia jeszcze przed stabilizatorem, który ma przecież skończone możliwości w zakresie tłumienia składowej zmiennej napięcia. Co istotne, takie posunięcie ogranicza nie tylko energię składowych niskoczęstotliwościowych (100 Hz oraz wyższych harmonicznych), lecz również wysokoczęstotliwościowych zakłóceń.