Projekt powstał z potrzeby chwili. Chodzi o garaż bez możliwości dociągnięcia energii elektrycznej. Ciemno robi się wcześnie i powstaje problem. Praktycznie nic nie widać. Szczęściem został stary akumulator, który już rozruchu nie dokona, ale do oświetlenia LED nadaje się idealnie.
Kupiłem w sklepie z artykułami elektrycznymi rurki instalacyjne. Schemat elektryczny przedstawiony jest na rysunku 1. Otwarcie drzwi automatycznie włącza oświetlenie. Szczegóły realizacji pokazane są na fotografiach.
A dlaczego rurki, a nie ładne listwy? Ponieważ rurkę można w uchwytach przekręcić tak, że oświetlacze LED świecą pod kątem, w dół, a nie poziomo, do góry. Układ jest prosty i tani. Od razu uprzedzam pytanie: dlaczego kable nie są ładnie ułożone w rurkach, tylko tak spięte opaskami? Dlatego, że rurki mają po 3 metry i nie mieszczą się do samochodu. Musiałem więc najpierw wymierzyć kable z zapasem do zamontowania, opisać za pomocą taśmy malarskiej, co z czym zlutować, a potem w domu polutować wszystko na gotowo.
Wiem, są złączki WAGO i mogłem na nich to zrobić. Ale miało być TANIO.
Całość została zamontowana za pomocą wkrętarki akumulatorowej na kołki rozporowe. Wyszło naprawdę tanio – wszystko kupione na portalu aukcyjnym. Wyłącznik krańcowy za kilkanaście złotych, 12-woltowe oświetlacze za około 4zł, kabel głośnikowy – najtańszy, jaki znalazłem. Deseczka i akumulator z odzysku.
Otwieramy drzwi i światło się zaświeca. Zamykamy – gaśnie. Możemy regulować jasność lub wyłączyć oświetlenie przełącznikiem 3-pozycyjnym. Całość pobiera około 1A, co wystarczy na całą zimę używania. I najważniejsze: bezpiecznik BLISKO akumulatora, aby nie powstało groźne zwarcie, jeżeli „coś” przegryzie kable.