Owym tajemniczym urządzeniem jest powiększalnik. Ale nie klasyk fotografii analogowej, lecz przyrząd ułatwiający niedowidzącemu dziecku funkcjonowanie w szkole. Model Exigo, o którym będzie mowa (fotografia 1), posiada dwa ekrany, jeden do powiększania tego, co znajduje się na blacie, czyli zazwyczaj podręcznika lub zeszytu, drugi ekran zaś pokazuje to, co znajduje się na szkolnej tablicy lub co robi nauczyciel. Niemal wszystkie powiększalniki na rynku mają tylko jeden ekran i jeśli posiadają dodatkową kamerę do dali, to obrazy z obu kamer są wyświetlane na jednym ekranie. Pod tym względem Exigo jest urządzeniem unikalnym, bo znam tylko dwa inne modele posiadające dodatkowy ekran, jednym z nich jest CloverBook Pro, który posiada jeden ekran, ale drugi można dokupić i przyczepić do niego. Pozwala też na podłączenie dowolnego innego ekranu dzięki gniazdu HDMI. Exigo jednak ma dwa całkowicie niezależne ekrany i jest to jedyne takie urządzenie na świecie. I są ku temu dobre powody.
Błędy projektu powiększalnika Exigo, czyli jak zrobić urządzenie na (dwa) lata?
Powiększalnik Exigo jest wykonany dość solidnie. Po rozłożeniu nóg stawia się go na blacie i dolny ekran można przesuwać na boki, co może pomóc przy czytaniu i pisaniu w dużym powiększeniu. Drugi ekran jest umocowany na dużym przegubie kulowym. I tu są pierwsze dwie wady: dolny ekran lata na boki luźno, chyba że zakręci się pokrętło „hamulca”. W pozycji transportowej pokrętło to ukryte jest za przegubem kulowym. Producent zatroszczył się o to, by mechanizm wózka dolnego ekranu nie uderzał brutalnie o końce statywu, wklejając tam gąbki. Gąbki te zniknęły po paru miesiącach normalnego użytkowania w klasie. Sam przegub też wymaga zaciskania, bo inaczej górny ekran będzie się majtał na wszystkie strony. Problem w tym, iż nie zawsze korzysta się z górnego ekranu, więc szanse na to, iż dziecko go zablokuje, są znikome. Stopy, na których Exigo stoi, są wykonane z twardej gumy, ale pochodzą z zestawu standardowych elementów gumowych, przez co ich zaokrąglone spody dotykają blatu niewielką tylko powierzchnią. Stopy w moim statywie fotograficznym za 80 złotych są wykonane na kulowych przegubach, przez co zawsze dotykają podłoża całą swoją płaską powierzchnią, nawet jak podłoże jest nierówne. Szkoła, wiedząc, jak wygląda życie klasowe w podstawówce, ubezpieczyła urządzenie Exigo na wypadek nieszczęśliwych zdarzeń, co jest znakomitym pomysłem, biorąc pod uwagę te podstawowe niedoróbki mechaniczne. Same ekrany zabudowane są dość solidnie w korpusy z tworzywa i gumy o grubości przynajmniej 4 mm. Ekranami tymi są tablety Samsung Galaxy Tab S, na których zainstalowane jest oprogramowanie Exigo. Dolny korpus posiada własny układ optyczny z kamerą umieszczoną centralnie i diodami doświetlającymi blat. Taśma MIPI biegnie do narożnika tabletu, gdzie wpięta jest w miejsce oryginalnej kamery.
Skąd to wiem? Bo w tym miejscu korpusu jest zaślepka umocowana „na wcisk”, którą znudzony życiem użytkownik może wyciągnąć paznokciem. Górny ekran w miejscu zaślepki ma własny obiektyw do dali. To akurat sensowne rozwiązanie, bo standardowe obiektywy kamer w tabletach i smartfonach mają małe rozmiary, a przez to równie małą jasność – w gorszych warunkach oświetleniowych polskiej klasy standardowy obiektyw byłby za ciemny. Wspomniane podświetlenie zasilane jest z akumulatora ukrytego w wózku. Między wózkiem a modułem z kamerą biegnie przewód, bo cały ekran odchyla się względem wózka. Inżynier nie przewidział, iż ten przewód w codzienności szkolnej podlega podwyższonemu ryzyku wyrwania. Włącznik podświetlenia znajduje się obok pokrętła hamulca wózka. Gniazdo ładowania to klasyczne gniazdo DC znane ze starszych laptopów. Gdzie je umieszczono? Z tyłu wózka, tuż obok przegubu. Kabel ładowania powinien mieć wtyczkę kątową, by nie uderzać o przegub i nie uszkodzić siebie ani gniazdka. Czy jest kątowy? Oficjalnie nie. Inżynier nie pomyślał o tym, iż przy luźnym hamulcu ekran z wózkiem mogą się przemieszczać wte i nazad, a kabel ładowania podświetlenia będzie uderzał o przegub, wydatnie skracając jego żywotność. W efekcie po niespełna dwóch latach podświetlenie się już nie ładuje. Nie dość bowiem, iż wewnątrz kabla nastąpiło zwarcie (które uszkodziło ładowarkę), to jeszcze samo gniazdko ładowania uległo skutkom mechanicznych naprężeń i nie „styka”. Jak wspomniałem, „sercami” Exigo są dwa tablety. By nikt nie wykradł sekretów oprogramowania (jakby było co kraść), gniazda USB-C do ładowania tabletów są niedostępne. Zamiast tego są bajeranckie złączki magnetyczne oraz równie bajeranckie przewody ładowania z końcami świecącymi na niebiesko – najbardziej irytujący i nadużywany kolor diod LED w elektronice użytkowej. Praktycznie od nowości były problemy z tymi złączami – odrobina jakiegokolwiek brudu spowalnia ładowanie. Obecnie, z powodu uszkodzenia ładowarki tablety te ładują się z prędkością <10% na godzinę. A rozładowują się o 15…20% na godzinę lekcyjną. Dlatego konieczny będzie zakup nowej ładowarki, ale też doładowywanie urządzenia z zewnętrznego powerbanku w trakcie zajęć lekcyjnych. Dodajmy do tego kolejny fakt: typowa bateria w tablecie wytrzymuje od dwóch do pięciu lat takiego traktowania. Potem puchnie. Zatem, podsumowując, mamy dwa tablety za mniej niż pięć tysięcy złotych uwięzione w kiepsko zaprojektowanej konstrukcji za kolejne trzynaście tysięcy, przy czym najdalej po pięciu latach oba tablety będą się nadawać do elektrośmieci.