Serwisy partnerskie:
Close icon
Serwisy partnerskie

Niezadowolony...urządzenia i usługi nie spełniające oczekiwań

W felietonie zdecydowałem się opisać urządzania i usługi, z rozwoju których jako konsument techniczny nie jestem do końca zadowolony. Zaprezentowane przeze mnie problemy nie są krytyczne, jednak sam fakt dostrzeżenia ich uważam za istotny z punktu widzenia presji, jaką możemy wywrzeć na producentów i decydentów.
Article Image

Prawdziwa regulacja mocy w kuchenkach mikrofalowych.

Starsze typy kuchenek mikrofalowych wyposażone są w pokrętło mechaniczne, pozwalające wybrać jeden z kilku poziomów mocy. Nowsze modele dumnie prezentują ciekłokrystaliczne wyświetlacze, oferując możliwość regulacji mocy w zakresie 0...100%, zwykle ze skokiem co 10%. Problem w tym, że obydwa rodzaje urządzeń oferują tak naprawdę bardzo prymitywne sterowanie pracą umieszczonego w ich wnętrzach magnetronu.

Moc ustawiona w połowie dostępnego zakresu to tak naprawdę iluzja pracy urządzenia z mniejszą mocą. Ustalony cykl pracy zostaje podzielony na dwie części – tę część, podczas której magnetron jest załączony i drugą, kiedy to magnetron jest wyłączony. Przy mocy urządzenia ustawionej na 50% okresy te są sobie równe (proporcja 1:1). Przy innych wartościach mocy kuchenki – proporcje są odpowiednia zmieniane.

Niestety, użytkownik, który pragnie powolnego podgrzewania zawartości kuchenki i ustawi moc np. na 30%, zafunduje swojej potrawie 3 sekundy intensywnego podgrzewania na pełnej mocy, przeplatanego 7-sekundowym okresem bezczynności. Niby to samo, a jednak różnica jest ogromna. Dla porównania weźmy zupę gotowaną na zwykłym palniku kuchenki gazowej. Nie ma wątpliwości, że smaczniejsza wyjdzie przyrządzana stale na tzw. wolnym ogniu, niż intensywnie zagotowywana na chwilę, a potem dłuższą chwilę studzona.

Kuchenki mikrofalowe zawitały pod strzechy w latach 70. ubiegłego wieku. Nasuwa się tutaj pytanie, dlaczego pomimo 50-letniej ewolucji tych urządzeń wciąż sterowanie ich mocą pozostaje tak bardzo prymitywne?

Problem jest złożony. Wynika po części ze specyfiki samego generatora mikrofal. Produkt z płynną regulacją byłby droższy, może większy, straciłby zatem sporo w oczach potencjalnego klienta już na starcie, dając w zamian coś, czego ogromna większość nabywców i tak by nie doceniła – kuchenka mikrofalowa z założenia ma służyć do błyskawicznego podgrzewania potraw; i tak większość z nas wybierze niemal zawsze 100% mocy. Liczy się bowiem czas – ma być jak najkrótszy.

Możliwość zaprogramowania cyklu prania w pralce automatycznej

Producenci prześcigają się w oferowaniu różnych predefiniowanych ustawień programów prania. Możemy przebierać w typach tkanin – bawełna, syntetyki, wełna, itp., rodzajach zabrudzeń – pranie podstawowe, pranie wstępne, ekspresowe bądź intensywne. Regulować samodzielnie temperaturę oraz prędkość wirowania. Wprowadzić dodatkowe płukanie. Dla mnie ta mnogość opcji jest jednak raz, że niewystarczająca, a dwa – idąca trochę w poprzek oczekiwań.

Jako człowiek techniczny, życzyłbym sobie urządzenia, które pozwoli mi skonfigurować proces prania w każdym detalu. Idealną dla mnie byłaby możliwość wybrania liczby etapów prania, długości każdego z tych etapów, a w każdym z nich: intensywności pracy bębna, poziomu wody i wartości jej temperatury oraz prędkości wirowania po każdym z tych etapów. To samo, z wyjątkiem temperatury wody, tyczy się oczywiście płukań.

Niestety, zgodnie z dzisiejszym trendem, urządzenia AGD powinny być możliwie energo- i zasobooszczędne, a przede wszystkim proste w obsłudze. Bardzo ucierpieć potrafi ich funkcjonalność. Niestety, bardziej ceni się to, że pralka zużyje jedynie „szklankę wody” na cykl prania, niż fakt, że nie zobaczymy na wypranej odzieży niedokładnie wypłukanego proszku, czy to, że chodząc w świeżo upranym ubraniu, nie będziemy musieli się obawiać, czy nie nabawimy się przypadkiem reakcji alergicznej.

Co do funkcjonalności – jak wcześniej wspomniałem, idzie ona często w poprzek moich oczekiwań. Czy naprawdę osobno pierzemy bawełnę, osobno tkaniny syntetyczne i osobno wełniane szaliki? Odpowiedź jest prosta – najczęściej nie. Bawełniana odzież bowiem często ma syntetyczne dodatki, a wełnianych szalików po prostu nie pierzemy wcale, bo zwyczajnie ich nie mamy. Ale przecież mnogość programów wygląda tak efektownie – na pewno bardziej niż perspektywa zastanawiania się nad każdym parametrem skomplikowanego procesu prania, kiedy to świeża koszula potrzebna jest na jutro rano.

Dobre głośniki w telewizorach

Telewizory są bardzo dobrym przykładem tego, że miniaturyzacja nie bierze jeńców. Niegdysiejsze odbiorniki TV były pokaźnych wymiarów pudłami, w których dość było miejsca na zamontowanie głośników, mających przestrzeń do pracy. Dzisiejsze coraz smuklejsze, często zakrzywione panele mogą pochwalić się doskonałą jakością obrazu, ale z pewnością nie doskonałą jakością dźwięku.

Niestety, pewnych praw fizyki się nie przeskoczy i nawet najlepsze przetworniki dźwięku nie zdziałają wiele, jeśli nie będą miały odpowiedniej przestrzeni, by pokazać swoje możliwości. Efektem jest wydobywający się z dzisiejszych telewizorów dźwięk płaski, niczym ten z telefonu komórkowego. Przesterowane górne rejestry, obcięty płaski środek pasma bez dynamiki, nieistniejące niskie tony. Producenci wyszli z założenia, że klient, którego stać na telewizor o cenie kilkunastu tysięcy złotych, ma już swój własny, bardzo dobry zestaw kina domowego.

Tym mniej zamożnym można zaproponować promocję na soundbar, a klient „budżetowy” zadowoli się tym co dostanie – widząc skok jakości obrazu, nie zwróci uwagi na wyraźnie gorszy jakościowo dźwięk.

Internet jak prąd – dobrem podstawowym

Napis na sprzęcie RTV o treści „Urządzenie wymaga podłączenia do sieci elektrycznej” albo adnotacja na pudełku z grą komputerową typu „Aplikacja do działania wymaga urządzenia z dostępem do zasilania” – brzmi kuriozalnie, prawda? Przyzwyczailiśmy się już, że pewne dobra są tak podstawowe, że nie wyobrażamy sobie, by nie mieć do nich dostępu. Ze znanej polskiej komedii kojarzymy utwór „Wesoły Romek”, który „ma na przedmieściu domek, a w domu wodę, światło, gaz”.

Dziś jednak wielu z nas bardziej wyobraża sobie ów domek bez dostępu do gazu, niż bez dostępu do Internetu. Czasy zmieniły się tak bardzo, że moim zdaniem czas uznać już Internet za dobro podstawowe, na równi z energią elektryczna czy bieżącą wodą. Producenci sprzętu i oprogramowania mogliby skończyć z informacjami na pudełkach o tym, że produkt wymaga dostępu do globalnej sieci, a rządzący i dostawcy usług mogliby poczynić więcej starań, by w XXI wieku, w centrum Europy nie istniały już białe plamy w dostępie do globalnej sieci.

Cewka na lekcjach w szkole

Wszyscy pamiętamy z lekcji techniki podstawowe informacje o obwodach elektrycznych. Zwykle pani (lub pan) rysowała na tablicy prosty układ elektroniczny, składający się z 4 elementów – baterii, opornika, żarówki i włącznika.

Z trzech podstawowych elementów biernych elektroniki analogowej występował tam jedynie rezystor. Co więksi szczęściarze wynosili także podstawowe pojęcie o diodzie prostowniczej oraz mgliste o kondensatorze. Zostaje trzeci – cewka indukcyjna, zwana też induktorem. Dla niej miejsca w kształceniu podstawowym o profilu ogólnym nie było i nie ma do dziś. Dlaczego?

Warto sobie raz jeszcze przypomnieć podstawowy „szkolny” schemat obwodu elektrycznego. Bateria… no właśnie – bateria, czyli źródło prądu stałego. Tutaj tak naprawdę kryje się wyjaśnienie, dlaczego cewka jest pomijana. W obwodach prądu stałego element ten ma niewiele do roboty. Cewki zaczynają rozwijać skrzydła w obwodach prądu przemiennego, a pełnię swoich możliwości pokazują w obwodach wysokich częstotliwości. A prąd przemienny, jako ten bardziej skomplikowany, nie znajduje miejsca na zajęciach uczniów w toku edukacji ogólnej.

Czy jednak wyższy poziom skomplikowania to wystarczający argument, by prąd przemienny całkowicie pomijać? Przecież na co dzień każdy z nas z niego korzysta, za pośrednictwem sieci energetycznej. Czy rzeczywiście nasza młodzież powinna umieć tylko tyle?

Jak widzimy, w dzisiejszych czasach rozwój produktów i usług zdaje się w wielu przypadkach dławiony nie przez rozwój technologiczny, który przecież galopuje coraz szybciej, ale przez czynniki zupełnie inne, bardziej przyziemne. Jednym z najważniejszych wydaje się nasze dążenie do upraszczania sobie życia. W pogoni za karierą nie mamy czasu, a często i ochoty na zatrzymanie się, stawianie pytań, pragnienie czegoś innego. Brakuje nam też często ciekawości świata. Czy nie warto czasem, tak dla pobudzenia własnego rozwoju intelektualnego zwolnić, zastanowić się i zapytać siebie: czy nie byłoby ciekawiej zechcieć czegoś więcej?

Tematyka materiału: sprzęt RTV/AGD
AUTOR
Źródło
Elektronika dla Wszystkich styczeń 2020
Udostępnij
W tym numerze znajdziesz źródłową wersję artykułu publikowanego obok
Elektronika dla Wszystkich
styczeń 2020
Elektronika dla Wszystkich
Przejrzyj i kup
UK Logo